NAD C390DD

Paź 17, 2016

Index

Po trzech latach NAD zakończył produkcję wzmacniacza C390DD – swojej pierwszej przystępnej integry bazującej na autorskim rozwiązaniu w pełni cyfrowego wzmacniacza Direct Digital Feedback Amplifier. Póki co, nie zapowiedział bezpośredniego następcy. Warto więc przypomnieć ten znakomity model – tym bardziej, że pod koniec swojego żywota przeszedł ciche modyfikacje, a przede wszystkim zyskał możliwość bardzo atrakcyjnego upgrade’u o kartę sieciową BluOS. Ostatnie egzemplarze znikają z polskich i europejskich sklepów… w dobrych cenach.

Dystrybutor: Audio Klan, www.audioklan.com.pl
Cena: 10 700 zł

Tekst i Zdjęcia: Filip Kulpa

audioklan 421x71 22072019

 

 


Wzmacniacz cyfrowy NAD C390DD

TEST

NAD C390DD 1 aaa

Od dłuższego już czasu na łamach „AV” piszemy regularnie o ewolucji współczesnych systemów hi-fi i high-end. Typowy schemat budowy systemów z podziałem na odtwarzacz, wzmacniacz i kolumny coraz częściej przestaje obowiązywać. Pojawia się bowiem zupełnie nowa kategoria urządzeń integrujących wzmacniacz  z przetwornikiem c/a. I nie chodzi tu bynajmniej o dodanie jednego czy dwóch wejść cyfrowych do wzmacniacza analogowego, lecz o prawdziwą unifikację pełnowartościowego DAC-a, przedwzmacniacza i końcówki mocy. Ostatnio testowanym produktem tego typu była Wadia Intuition 01, wcześniej opisywaliśmy znacznie tańszego od niej Pioneera A-70 (5000 zł). Tym razem pora na produkt plasujący się cenowo mniej więcej pośrodku pomiędzy nimi, a zarazem bardziej radykalny technicznie. NAD C390DD nie jest już wprawdzie gorącą nowością (pojawił się rok temu), niemniej jest to produkt, który po prostu trzeba poznać.


Niezwykłe możliwości

Gdy zobaczyłem, jakie wyposażenie ma ten dakowzmacniaczo-DAC, szczęka mi opadła. Do C390DD możemy bowiem podłączyć 4 konwencjonalne źródła sygnału S/PDIF, Toslink i AES/EBU, komputer (wejście jest asynchroniczne i akceptuje sygnały o rozdzielczości 24/96) oraz dwie pamięci masowe USB (w tym przypadku jest odtwarzany materiał o próbkowaniu do 48 kHz włącznie). To jednak nie koniec możliwości tego urządzenia – są bowiem dostępne dwie karty do rozbudowy o moduł analogowy (wejścia liniowe RCA i XLR oraz gramofonowe MM/MC) i połączenia HDMI. Ten drugi zawiera trzy wejścia i jedno wyjście (przelotkę) tego standardu. Dzięki temu na bazie integry NAD-a możemy stworzyć wysokiej klasy system kinowy 2.0 lub 2.1, nie inwestując wiele w odtwarzacz Blu-ray. Wystarczy najprostszy model. Pamiętajmy, że ścieżka LPCM 2.0 jest zawsze dostępna na płytach BD, zatem nie ma konieczności rozkodowywania strumieni DTS/DD na poziomie odtwarzacza. Ponadto inne wyjścia cyfrowe audio w odtwarzaczach BD mają zablokowaną opcję transferu bit-perfect dla nagrań w wysokiej rozdzielczości (sygnał jest downsamplowany do 16 bitów przy próbkowaniu 48 kHz). Tylko DAC z wejściem HDMI umożliwia odtworzenie ścieżek hi-res w całkowicie bezstratny sposób – do rozdzielczości 24/192 włącznie. Spośród dostępnych na rynku wzmacniaczy zintegrowanych stereo tylko testowany NAD (pomijając M2) zapewnia taką możliwość.

NAD C390DD wnetrze

Wzmacniacz waży niecałe 8 kilogramów. To zasługa m.in. braku zasilacza liniowego. Większe wrażenie robi jednak to, że C390DD w ogóle nie przetwarza sygnału cyfrowego na analogowy – dzieje się to dopiero nasamym wyjściu.

 

Moduł analogowy wiąże się z koniecznością konwersji analogowo-cyfrowej sygnałów wejściowych. Wynika to z faktu, że w odróżnieniu od innych wzmacniaczy z wejściami cyfrowymi, C390DD jest de facto wzmacniaczem cyfrowym, nie zaś analogowym ze stopniem mocy w klasie D. To bardzo istotne rozróżnienie.
Skoro tak, to C390DD pozwala robić rzeczy, których wzmacniacze analogowe z definicji nie potrafią. Mowa o precyzyjnej filtracji cyfrowej DSP, a konkretnie o dwóch możliwościach, które są obce układom analogowym. I tak, możliwe jest odfiltrowanie niskich tonów na wyjściach głośnikowych i przekazanie ich na wyjście pre-out, które w tym wypadku staje się wyjściem dla aktywnego subwoofera. Użytkownik może określić częstotliwość podziału w zakresie 40–200 Hz z dość precyzyjnym skokiem (na początku co 10 Hz). Drugą, jeszcze ciekawszą opcją jest Room EQ, czyli możliwość cyfrowej korekcji charakterystyki częstotliwościowej. NAD postanowił – i chyba słusznie – zawęzić obszar jej działania wyłącznie do zakresu niskotonowego (do 240 Hz), który jest najbardziej problematyczny. Do wyboru są częstotliwości 40, 60, 80, 120, 160, 200, 240 Hz oraz wybór jednego z dwóch filtrów – wąskiego i szerokiego (Narrow/Wide). Szkoda, że nie dodano możliwości programowania częstotliwości i parametru Q – wówczas możliwości precyzyjnego kompensowania modów pomieszczenia byłyby o wiele większe. Niemniej, i tak możliwość dość precyzyjnej korekcji basu zasługuje na uwagę.

Obecność asynchronicznego wejścia USB typu A pozwala zrezygnować z tradycyjnego źródła dźwięku na rzecz komputera PC lub Mac. W pierwszym przypadku trzeba zainstalować sterownik, w drugim – nie jest to konieczne, o ile system Mac OS nie jest starszy niż wersja 10.6 (zapewniająca natywne wsparcie USB Class 2 audio).

 NAD C390DD 2 tyl

Obok płytki z wejściem USB przewidziano miejsce na dwa kolejne moduły: z wejściami analogowymi (również phono MM/MC) oraz z wejściami i wyjściem HDMI. Standarowo, C390DD ma wyłącznie wejścia cyfrowe.

 

Jak na wzmacniacz za ponad 10 tys. złotych, NAD C390DD nie wygląda szczególnie. Dla mniej obytych ze sprzętem tej marki pewnym zaskoczeniem będzie to, że przednia ścianka jest plastikowa. Cóż, taki jest NAD nie od dziś i nawet jeśli cena jest znacznie wyższa niż innych modeli z serii Classic, to zastosowanie taniej obudowy do pewnego stopnia tłumaczy fakt wykorzystania nowatorskiej techniki. Jej pozytywną konsekwencją jest także zaskakująca lekkość urządzenia – C390DD waży mniej niż 8 kg. Nic dziwnego, skoro w środku nie znajdziemy żadnego dużego transformatora. Zasilacz jest impulsowy.


Digital Direct Amplifier

Rozwiązanie zastosowane w tym wzmacniaczu bazuje na opracowaniu Direct Digital Amplifier, wdrożonym po raz pierwszy przez NAD-a do produkcji seryjnej w serii M w 2009 roku – konkretnie zaś we wzmacniaczu zintegrowanym M2. Nigdy nie mieliśmy okazji go przetestować, jednak sam patent opisaliśmy szczegółowo na naszych łamach (link TUTAJ). W tym miejscu przypomnimy jedynie najważniejsze cechy i założenia DDA – rozwiązania opracowanego przez NAD-a we współpracy z brytyjskim producentem półprzewodników – firmą Zetex.

NAD C390DD zetex

Wzmacniacz Digital Direct Amplifier to owoc współpracy z brytyjską firmą ZETEX, znaną z produkcji półprzewodników.

 

Wejściowy sygnał PCM przechodzi przez modulator PWM, gdzie jest poddawany konwersji do strumienia impulsów o zmiennej szerokości (128 poziomów). Procesem tym zarządza programowalna kość FPGA taktowana zegarem 108 MHz. Omawiana konwersja z definicji jest źródłem błędów, czyli szumów, stąd konieczność stosowania techniki kształtowania szumu (ang. noise shaping). Obarczony błędami sygnał wyjściowy z modulatora PWM jest wzmacniany do kilkudziesięciu woltów z udziałem tranzystorów FET, dalej następuje korekcja błędów w ramach pętli cyfrowego sprzężenia zwrotnego, gdzie sygnał wzorcowy z modulatora PWM zostaje porównany ze wzmocnionym sygnałem wyjściowym. Sygnał błędu jest całkowany, poddawany konwersji a/c, po czym trafia z powrotem do noise shapera.

Jak twierdzi NAD, rozdzielczość obróbki sygnału cyfrowego odpowiada 35 bitom, co stwarza bardzo duży zapas dla regulacji głośności, która jest dokonywana oczywiście w domenie cyfrowej. Maksymalne tłumienie sygnału wynosi -70 dB, co odpowiada degradacji rozdzielczości układu teoretycznie do 23,5 bita.

Moduł MDC BluOS

W czasie gdy testowaliśmy ten wzmacniacz (wrzesień 2013 r.) nie było jeszcze choćby wzmianki o tym, że ma się pojawić trzeci moduł rozszerzeń – BluOS. Zawiera on gniazdo sieciowe RJ-45 (LAN) i zapewnia te same możliwości co urządzenia firmy Bluesound. W szczególności oznacza to możliwość strumieniowania muzyki z serwisów chmurowych (TiDAL, Spotify i z całej litanii innych, w większości niedostępnych w Polsce). Możliwe jest także strumieniowanie plików z zasobów lokalnych (serwery plików, pamięci USB dołączane do portów USB w tym module). W każdym z przypadków możliwe jest odtwarzanie sygnałów PCM 24 bity / 192 kHz.

NAD C390DD modul bluos

Dodanie modułu BluOS (2000 zł) czyni z C390DD prawdziwy kombajn z dostępem do serwisów strumieniowych, wśród których jest TiDAL. Moduł ten pozwala także na odtwarzanie plików 24/192 z dołączonej pamięci USB, czego wzmacniacz w swojej bazowej wersji początkowo nie potrafił (zmieniło się to wraz z pojawieniem się wersji C3900DD2).


Brzmienie

Testy odsłuchowe przeprowadziłem dwufazowo, poprzedzając je około tygodniowym wygrzewaniem urządzenia. Najpierw skorzystałem z wejścia koncentrycznego i Linna Sneaky’ego DS podającego sygnał odtwarzany z dysku NAS (Synology DS111). W drugiej fazie testu, standardowo już, użyłem komputera iMac 27” (mid-2011) z systemem operacyjnym 10.8.4 oraz oprogramowaniem Audirvana Plus w wersji 1.5.6. W obu przypadkach otrzymujemy nieco różną jakość brzmienia.

NAD włączony bezpośrednio po Naimie Supernaicie II (współpracującym z referencyjnym Meitnerem MA-1) zagrał ewidentnie ciemniejszym, jakby lekko wycofanym dźwiękiem o nie tak sugestywnej średnicy. W nagraniach z albumu Bobby’ego McFerrina „Simple Pleasures” czuć było mniejszą namacalność wokali i różnych odgłosów. Taka ocena byłaby jednak dla NAD-a krzywdząca, bowiem należy pamiętać, że Naim nie jest neutralny, ma swoją manierę, która w przypadku nagrań akustycznych w szczególności, daje mu pewną przewagę nad konkurencją, zaś na innym, bardziej zelektryfikowanym repertuarze potrafi być zbyt dosadny, a nawet nieco krzykliwy. NAD-owi zupełnie brakowało tej negatywnej cechy. Godzina po godzinie, C390DD ukazywał się w coraz korzystniejszym świetle. Jest to wzmacniacz grający bardzo wyważonym, neutralnym dźwiękiem o znacznej rozdzielczości i znakomitej przestrzenności. Obie te cechy ukazały się w pełnej krasie dopiero w asynchronicznym połączeniu USB, które w mojej subiektywniej ocenie podniosło klasę brzmienia NAD-a o co najmniej pół klasy. O ile NAD podłączony do źródła sygnału S/PDIF balansował na krawędzi klas B i A naszej klasyfikacji, o tyle w połączeniu z komputerem bezapelacyjnie przeskoczył tę umowną granicę, grając w sposób zadziwiająco swobodny, żywy, już bez obecnego wcześniej wyszlifowania dolnego podzakresu sopranów (dającego efekt „szsz szsz”). Dźwięk otworzył się, krawędzie wyostrzyły, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu, nabrał bezpośredniości. Znikł wspomniany wcześniej efekt pogorszonej „obecności” wokali i instrumentów. Słuchając NAD-a podłączonego do iMaca, zupełnie zapomniałem, że gra wzmacniacz cyfrowy. Równie dobrze mógł to być mocny analogowy wzmacniacz tranzystorowy pracujący w klasie A. Brzmienie NAD-a jest bowiem tak gładkie i tak równe, a ponadto cecha ta utrzymuje się nawet przy bardzo dużych poziomach głośności, że doprawdy dziw bierze, że słuchamy wzmacniacza raptem za nieco ponad 10 tys. złotych. Ale czy oby na pewno za tyle?

NAD C390DD karty wejsciowe

Przy założeniu, iż dysponujemy już odpowiednim komputerem (a nie jest to przecież nierealne), zakup C390DD jest jedynym, jaki trzeba ponieść (pomijając kolumny głośnikowe), by odtwarzać muzykę. Odpada koszt zakupu odtwarzacza, czyli mniej więcej połowa budżetu, jaki zwykle planujemy na źródło i wzmacniacz. Gdyby ustawić poprzeczkę w ten właśnie sposób, a więc jeśliby odnieść możliwości C390DD do typowych kompletów CD plus wzmacniacz za 10–11 tysięcy, cóż... NAD rozszarpuje je na strzępy. Szczególnie wtedy, gdy pracuje z dużą mocą (głośno) i odtwarza skomplikowany materiał, na przykład muzykę orkiestrową, filmową, zespoły muzyki dawnej, większe bandy jazzowe lub po prostu – elektryczne odmiany jazzu. Wówczas demonstruje nieznaną w tej klasie urządzeń przejrzystość i precyzję, połączone z nienagannym oddawaniem barw i odcieni. NAD znakomicie oddał intymny charakter nagrania Stana Getza i Joao Gilberto „Girl from Ipanema” (downolad 24/96). Wokal był pięknie zawieszony w przestrzeni, powyżej linii kolumn, całe to proste aranżacyjnie nagranie brzmiało niezwykle spójnie i kameralnie. Żadnej suchości, uproszczeń, niepotrzebnych zmiękczeń itp. Neutralność przez duże „N”, w dodatku poparta sporą dozą muzykalności. Zdziwieni? Ja byłem bardzo, bo tego zupełnie się nie spodziewałem. Niektórzy mogą narzekać, że wejście USB nie obsługuje sygnałów 192 kHz. I co z tego, skoro materiał 24/192 odtwarzany za pośrednictwem programu Audirvana Plus (degradujący go do rozdzielczości 24/96) brzmiał i tak znakomicie – wciąż sporo lepiej niż gdy był podawany z Linna DS z natywnej rozdzielczości. Dobrze przeprowadzony dowsampling nie niweczy zatem wielkich możliwości samego powerDAC-a, jakim jest de facto NAD.

C390DD już od samego początku dał się poznać jako urządzenie dynamiczne, o znacznym zapasie możliwości skutecznego i precyzyjnego wysterowywania kolumn. Wzmacniacz ten doskonale panował nad złożonymi aranżacyjnie nagraniami, odtwarzając je w sposób doskonale uporządkowany także przy dużych poziomach głośności. Bas cechowało niewiarygodne (zważywszy na wymiary, wagę i cenę tego urządzenia) połączenie swobody, kontroli z płynnością i brakiem sztuczności jako takiej. Mając do porównania Naima Supernaita II współpracującego z Meitnerem MA-1, a więc źródłem referencyjnym (także na basie), stwierdziłem obiektywną wyższość NAD-a pod względem rozciągnięcia, liniowości oraz zapasów mocowych w omawianym zakresie. Co więcej, wysoko oceniłem oddanie rytmu. C390DD ma daleko odsunięty próg kompresji i w ramach swoich znacznych możliwości dynamicznych gra bardzo swobodnie, bez problemu trzymając szybkie tempa. Efekt nienadążania basu za resztą pasma nie występuje.

Bardzo jestem ciekaw porównania z Krellem S300i i jakimś odpowiedniej klasy przetwornikiem c/a. Mimo to jestem niemal przekonany, że NAD byłby co najmniej równorzędnym rywalem – a pamiętajmy, że jest znacznie tańszym rozwiązaniem.


Galeria


Naszym zdaniem

NAD C390DD zzzZespół Grega Stidsena, opierając się na doświadczeniach zdobytych przy konstruowaniu droższego modelu M2, stworzył znakomity wzmacniacz cyfrowy, przełamujący schematy, łamiący audiofilski kanon budowania systemów wysokiej klasy – już high-endowych, żeby była jasność. Nie mam bowiem wątpliwości co do tego, że odpowiednio użyty, w konfiguracji z komputerem i odpowiednim oprogramowaniem do odczytu bit-perfect, NAD C390DD oferuje dźwięk klasy high-end za połowę lub jedną trzecią tego, co trzeba wydać na konwencjonalne zestawienie.
Warto też pamiętać o ukrytych atutach tego powerDAC-a: filtracji cyfrowej i precyzyjnej korekcji basu, która pozwala częściowo złagodzić niekorzystny wpływ modów własnych pomieszczenia na reprodukcję niskich tonów. Oto pewna nominacja w nadchodzącym plebiscycie na najlepsze urządzenia sezonu 2013/2014. I zarazem nasza gorąca rekomendacja!

SYSTEM ODSŁUCHOWY

POMIESZCZENIE: 30 m2 zaadaptowane akustycznie o krótkim czasie pogłosu, kolumny ustawione w wolnej przestrzeni
KOMPUTER: Apple iMac 27” (Intel Quad Core i5 3,1 GHz, 12 GB RAM) MacOS 10.8.4, oprogramowanie Audirvana Plus 1.5.6
ŹRÓDŁO CYFROWE: Linn Sneaky DS (S/PDIF)
KABLE CYFROWE: AudioQuest Diamond 1,5 m, AudioQuest HawkEye 1,0 m (S/PDIF)
ZASILANIE: dedykowany obwód 20 A, listwa Furutech FTP, kable Furutech FP-614Ag/G, Oyaide, PS Audio AC-10
AKCESORIA: stolik Artesania Audio

 

 

 

Zaloguj się, by skomentować

Kontakt z redakcją